Co mówi prezes
Jak poinformował nas Tadeusz Maciejewski, poniedziałkowe ogłoszenie o dyżurze rady nadzorczej było konsultowane z radcą prawnym. Na tej podstawie ustalono, że dyżur miał obsłużyć członek rady Tomasz Stankiewicz. Termin dyżuru radnego Stankiewicza zaplanowano jeszcze wcześniej. Skoro więc chodziło o dyżur radnego, którego mandat trwa nieprzerwanie, uznano całą rzecz za rutynową i nie znaleziono powodu, by dyżur odwoływać.
Trzeba to powiedzieć jasno, że w tym wyjaśnieniu jest realna treść. Tomasz Stankiewicz faktycznie pozostał w radzie. Należy do tej części składu, której mieszkańcy nie odwołali. Dyżury rady nadzorczej z natury pełnią zaś poszczególni radni według wcześniej ustalonego grafiku, nie zaś rada „w komplecie". Jeżeli więc na 7 lipca w grafiku figurował radny wciąż sprawujący mandat, sam fakt, że przyszedł na dyżur, nie jest niczym nadzwyczajnym. Na plus prezesowi trzeba też zapisać, że na pytania odpowiedział wprost i pod nazwiskiem.
Dlaczego precyzja ma tu znaczenie
Prezes przedstawił wersję, w której powołuje się na działania rutynowe, w dodatku konsultowane z prawnikiem i tę wersję uznać należy za wiarygodną.
Zwracamy jednak uwagę, że w tak napiętym momencie, tydzień po tym, jak mieszkańcy odsunęli od rady ludzi wiązanych z ratuszem i dzień przed ukonstytuowaniem nowego składu, każda dwuznaczność w komunikatach spółdzielni czyta się podwójnie. I stąd burza.
W środę, 8 lipca, rada nadzorcza ma się ukonstytuować i od tego dnia będzie mówić własnym, nowym głosem. Do tego czasu warto, by spółdzielnia ważyła słowa staranniej niż zwykle.

Napisz komentarz
Komentarze