Bilans jest niepokojący. Rada odwołała dwóch długoletnich, doświadczonych członków Zarządu (z 27- i 12-letnim stażem pracy), a przez kolejne miesiące nie powołała na ich miejsce nikogo, wbrew §33 ust. 2 statutu Spółdzielni. Konkurs na stanowisko zastępcy prezesa i członka zarządu zakończył się niczym; ogłoszono kolejny, z zawężonymi kryteriami, nie rozstrzygając poprzedniego. Statutowy, trzyosobowy Zarząd do dziś nie został w pełni obsadzony. Obowiązki członka Zarządu pełni osoba oddelegowana z Rady, zatrudniona na pełny etat w Urzędzie Miejskim, co ogranicza jej dostępność w Spółdzielni, a kosztuje mieszkańców ok. 5 tys. zł miesięcznie (45 tys. zł).
Efekty? Przez niemal cały rok Rada zajmowała się obsadą stanowisk, a nie sprawami mieszkańców. W tym czasie blok pomalowano wbrew decyzji konserwatora, zadłużenie mieszkańców wzrosło o kolejne 16%, a zaliczki na ogrzewanie nie zostały podniesione w porę, mimo że odpłatność pokryła zaledwie ok. 60% kosztów centralnego ogrzewania w I kwartale 2026 roku. Różnicę mieszkańcy odczują w jesiennym rozliczeniu, jako dopłatę. Sama Rada kosztowała w tym okresie ok. 234 tys. zł.
O kierunkach działania, planowanych inwestycjach czy próbach obniżenia kosztów mieszkańcy dowiadują się niewiele. Na stronie i w mediach społecznościowych Spółdzielni pojawiają się głównie komunikaty o wymianie wodomierzy czy przetargach na najem lokali.
Można rozliczać pojedyncze decyzje, ale można dostrzec ich wspólną przyczynę. A przyczyna jest strukturalna.
W Radzie Nadzorczej zasiada znaczący udział pracowników Urzędu Miejskiego. I tu pojawia się konflikt interesów, którego nie usunie żadna, choćby najlepsza ekipa. Miasto jest właścicielem spółek komunalnych, a burmistrz sprawuje nad nimi nadzór właścicielski i decyduje o ich władzach. To te spółki dostarczają ciepło i wodę, odbierają ścieki i odpady, obsługują komunikację miejską.
Interes mieszkańców Spółdzielni jest oczywisty: możliwie niskie ceny tych usług. Interes burmistrza, właściciela spółek, jest odwrotny: maksymalizować ceny, co za tym idzie przychody i zyski.
Gdy władza nad Spółdzielnią, jednym z największych odbiorców tych usług w mieście, pozostaje w rękach ludzi związanych z ratuszem, wzrost cen mediów przestaje być ryzykiem, a staje się logiczną konsekwencją. Nawet najbardziej kompetentni członkowie Rady i Zarządu nie zmienią praw rynku i ekonomii: nikt nie negocjuje twardo z własnym pracodawcą.
Dlatego prawdziwym rozwiązaniem nie jest wymiana jednej osoby na drugą. Jest nim całkowite uniezależnienie władz Spółdzielni od władz miasta i burmistrza, tak by reprezentowały wyłącznie interes mieszkańców. Dopóki to się nie zmieni, każde kolejne podsumowanie roku będzie brzmiało podobnie.
Dlatego apelujemy do członków Spółdzielni: przyjdźcie na Walne Zgromadzenie i zagłosujcie za odwołaniem dotychczasowych członków Rady Nadzorczej. To jedyny moment, w którym to mieszkańcy, a nie ratusz, decydują o przyszłości swojej Spółdzielni.
Członkowie SM w Augustowie

Napisz komentarz
Komentarze