Problem przez lata narastał. W 2013 roku, w czasie gdy burmistrzem był Kazimierz Kożuchowski, miasto próbowało sprawę uporządkować. Pojawiły się pytania, wnioski, próby doprecyzowania zakresu ochrony. Sprawa jednak nie została rozstrzygnięta. Przeciwnie, ciągnęła się dalej, przechodząc przez kolejne etapy, aż w końcu trafiła na poziom ministerialny.
I właśnie wtedy, 8 czerwca 2022 roku, zapadła decyzja Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Jarosława Sellina z Prawa i Sprawiedliwości. Było to rozstrzygnięcie sporu, który trwał latami, decyzja która porządkowała sposób rozumienia ochrony Kanału Augustowskiego. Jej sens był prosty: obszar ten należy traktować szeroko jako zabytek, a każda ingerencja musi być oceniana rygorystycznie.
Moment, w którym należało się zatrzymać
Zbieg dat jest tu kluczowy. W maju 2022 roku rozstrzygnięto konkurs na projekt kładki. Wybrano koncepcję, wskazano wykonawcę, ruszono dalej. Trzy tygodnie później zapada decyzja ministra z Prawa i Sprawiedliwości. To był moment, w którym należało wszystko zatrzymać i zadać podstawowe pytanie: czy ten projekt w ogóle da się zrealizować w tej formie?
Bo decyzja ministra nie była drobną przeszkodą. Ona w praktyce oznaczała, że inwestycja w forsowanej przez miasto postaci wchodzi w obszar bardzo poważnych ograniczeń. Można powiedzieć wprost: zamykała realną możliwość budowy kładki w tej formie.
Trzy lata ciszy
I właśnie w tym miejscu zaczyna się najbardziej niepokojąca część tej historii. Bo zamiast zmiany podejścia, zamiast przeprojektowania inwestycji, zamiast dostosowania jej do nowych realiów mamy brak realnych działań wobec konserwatora. Brak skutecznego prowadzenia sprawy. Brak decyzji. Nie miesiąc. Nie pół roku.
Trzy lata. Trudno to nazwać inaczej niż bezczynnością ze strony burmistrza Karolczuka.
Polityka nie tłumaczy wszystkiego
Dziś słyszymy, że inwestycja jest blokowana. Że winni są radni, konserwator, instytucje. Tyle że fakty są takie, że w kluczowym momencie, w latach 2021–2022, wszystkie najważniejsze instytucje były po tej samej stronie politycznej. Minister, który wydał decyzję – z PiS. Konserwator – z PiS. Marszałek – z PiS. Burmistrz Karolczuk w koalicji z PiS. A mimo to sprawy nie udało się rozwiązać. Dlatego trudno mówić o „blokadzie”.
To raczej obraz braku skuteczności radnych PiS i burmistrza Karolczuka.
Stracona szansa
Najbardziej bolesne jest to, że w 2022 roku była jeszcze przestrzeń do działania. Można było zmienić projekt. Można było dostosować go do realiów konserwatorskich.
Można było stworzyć inną inwestycję, którą da się zrealizować. Dziś prawdopodobnie rozmawialibyśmy o gotowych atrakcjach za dziesiątki milionów złotych, a nie o problemach. Zamiast tego mamy trzy lata straconego czasu i projekt, który coraz bardziej oddala się od realizacji.
Historia, którą już znamy
To nie jest pierwszy raz, kiedy Augustów staje przed dużymi pieniędzmi i dużą szansą i nie potrafi jej wykorzystać. Fundusze norweskie, fundusze szwajcarskie, dziś kładka.
Za każdym razem podobny schemat. Na początku wszystko wygląda dobrze.
Na końcu zostaje problem i szukanie winnych. A gdzieś po drodze znika coś najważniejszego – skuteczne działanie.
Puenta
Nie mamy do czynienia z nagłą przeszkodą ani z czyjąś złą wolą. Mamy decyzję, która zapadła cztery lata temu i jasno określiła warunki gry. I mamy fakt, że do dziś nie dostosowano się do tej rzeczywistości.
Reszta jest już tylko konsekwencją. A mieszkańcy po raz kolejny nie zobaczą obiecywanych pieniędzy. Chyba że stanie się cud, co w tygodniu przed Wielkanocą przywitamy z radością i nadzieją.




































Napisz komentarz
Komentarze