Oficjalna narracja burmistrza jest prosta: za cenę śmieci odpowiada instalacja przetwarzania odpadów, czyli BIOM. Tak twierdzi m.in. Sławomir Sieczkowski. Problem w tym, że liczby, które zaczynają się wyłaniać z analizy systemu, nie potwierdzają tej tezy. BIOM jest tylko jednym z elementów całego łańcucha. Owszem, ma swoją cenę „na bramie”, ale to nie ona tłumaczy skalę podwyżek, jakie ponoszą mieszkańcy.
Sedno sprawy leży gdzie indziej. W organizacji całego systemu odbioru i transportu odpadów. W logistyce, która, jak wszystko na to wskazuje, może być wielce nieefektywna, rozproszona i kosztowna. W modelu, w którym odpady nie trafiają najkrótszą drogą do instalacji, tylko są wielokrotnie przeładowywane, przewożone i obsługiwane przez podmioty zewnętrzne. To właśnie tutaj zaczynają się pojawiać liczby, które budzą największe wątpliwości.
Równocześnie dane dotyczące ilości odpadów pokazują coś jeszcze bardziej niepokojącego. Latem system obsługuje wolumeny o kilkadziesiąt procent wyższe niż zimą. To nie jest naturalna sezonowość, to efekt turystyki. Miasto realnie funkcjonuje wtedy jak znacznie większy organizm, ale system opłat tego nie uwzględnia. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy mogą finansować nie tylko własne odpady, ale również odpady tysięcy osób, które nie są ujęte w systemie.
W tej układance pojawiają się kolejne pytania, na które dziś nie ma jednoznacznych odpowiedzi, ale których nie można już dłużej ignorować. Czy w cenie odbioru odpadów ukryte są koszty niezwiązane bezpośrednio z gospodarką śmieciową? Czy system nie jest wykorzystywany do bilansowania innych wydatków miasta, takich jak choćby bezpłatna komunikacja miejska? To hipotezy, które wymagają pełnej weryfikacji, ale pojawiają się w analizach i rozmowach z osobami znającymi realia funkcjonowania systemu.
Szczególne wątpliwości budzi także wątek transportu odpadów. Z dostępnych informacji wynika, że istotna część kosztów może być generowana przez usługi świadczone przez podmiot powiązany z byłym radnym ugrupowania Nasze Miasto. To osoba, która, jak wiadomo, utraciła mandat właśnie w związku z prowadzeniem takiej działalności. Jeśli te usługi rzeczywiście stanowią znaczącą część systemu i są wyceniane na wysokim poziomie, to mamy do czynienia z mechanizmem, który wymaga bardzo dokładnego audytu.
Odpowiedzialność za taki stan rzeczy nie leży po stronie BIOM, ona zaczyna się na poziomie decyzji organizacyjnych i modelu, jaki przyjęło miasto. A za ten model odpowiada burmistrz Mirosław Karolczuk. To on kształtuje system, wybiera rozwiązania i ponosi polityczną i osobistą odpowiedzialność za ich skutki.
To śledztwo nie jest jeszcze zakończone. Brakuje pełnych danych, brakuje przejrzystości, brakuje odpowiedzi na kluczowe pytania. Ale już dziś widać wyraźnie, że problem cen śmieci w Augustowie nie jest prostą konsekwencją czynników zewnętrznych. To problem wewnętrzny, systemowy.
I wszystko wskazuje na to, że dopóki ten system nie zostanie przeanalizowany i naprawiony, mieszkańcy będą płacić więcej, niż powinni, nie wiedząc tak naprawdę za co.




































Napisz komentarz
Komentarze