Punktem wyjścia są dane, które burmistrz podał publicznie. Mieszkańcy Augustowa zużywają około 61 tysięcy metrów sześciennych wody miesięcznie. W blokach mieszka około 11,8 tysiąca osób i tam zużycie wynosi około 2,7 metra sześciennego na osobę. Ten fragment układanki wygląda logicznie i spójnie.
Zostaje druga połowa miasta.
Jeśli przyjąć słowa burmistrza Mirosława Karolczuka, że Augustów liczy 29 tysięcy mieszkańców, to poza blokami mamy około 17,2 tysiąca osób. Dla nich w statystyce zostaje około 30 tysięcy metrów sześciennych wody miesięcznie. Proste dzielenie daje wynik około 1,75 metra sześciennego na osobę.
I tu zaczyna się problem. Bo 1,75 metra sześciennego miesięcznie to nie jest „trochę mniej niż średnia”. To poziom, który według obowiązującego rozporządzenia Ministra Infrastruktury odpowiada zużyciu w mieszkaniach o bardzo niskim standardzie, praktycznie bez łazienki albo z ograniczonym dostępem do instalacji. To poziom bliski minimum egzystencji, około 60 litrów dziennie na osobę.
Czy naprawdę ktoś chce przekonywać mieszkańców, że połowa Augustowa funkcjonuje na takim poziomie? Że tysiące ludzi żyją jak w warunkach sprzed kilku dekad, podczas gdy druga połowa miasta zużywa wodę na normalnym, współczesnym poziomie?
To nie jest kwestia interpretacji. To jest kwestia elementarnej logiki.
Albo więc liczba mieszkańców podawana przez burmistrza nie ma nic wspólnego z realną liczbą osób korzystających z miejskiej infrastruktury, albo dane o zużyciu wody są przedstawiane w sposób, który nie oddaje rzeczywistości. Innej możliwości po prostu nie ma.
I tu pojawia się wątek, który powinien szczególnie zainteresować mieszkańców. W Augustowie zużycie wody jest podstawą naliczania opłat za śmieci. Każdy metr sześcienny przekłada się na konkretne złotówki. W praktyce oznacza to, że rachunek za wodę automatycznie „ciągnie za sobą” rachunek za odpady.
Co się dzieje, jeśli system jest oparty na liczbach, które się nie zgadzają?
Jeśli oficjalnie miasto ma 29 tysięcy mieszkańców, a w deklaracjach śmieciowych widzimy około 22 tysięcy osób, to gdzie jest reszta?
Czy naprawdę połowa Augustowa zużywa wodę na poziomie poniżej norm ministerialnych? Czy może raczej system opłat za śmieci został oparty na założeniach, które nie mają pokrycia w rzeczywistości? Czy burmistrz jest w głębokim błędzie, czy też przedstawia obraz, który po prostu nie wytrzymuje zderzenia z liczbami?
Bo jeśli matematyka pokazuje coś innego niż oficjalna narracja, to nie problemem jest matematyka. Problemem jest narracja burmistrza i jego zastępców. A ten system dziś uderza bezpośrednio w portfele mieszkańców.
A co jeśli uznamy, że Augustów liczy 22.000 mieszkańców? No cóż. Wtedy wszystko w liczbach zaczyna się zgadzać. Zużycie wody jest takie, jak średnia krajowa, cena śmieci też wraca do normy. Matematyka nie kłamie.




































Napisz komentarz
Komentarze