Przez te 80 godzin dzieci w przedszkolach piły tę wodę. Gotowały się w niej obiady w szkołach. Pili ją starsi, chorzy, niemowlęta. Ludzie w pracy, w restauracjach, w szpitalach.
Jeśli bakteria była groźna, jak sugeruje Chodkiewicz, to przez te 80 godzin trwała katastrofa. Cicha, niewidoczna i co najważniejsze, przez urząd milcząco zaakceptowana.
Dlaczego przez 80 godzin nie bito na alarm? Dlaczego każda minuta zaczęła liczyć się dopiero w czwartek o 14:00, a nie w poniedziałek?
Odpowiedź jest prosta i Chodkiewicz doskonale ją zna: bo takie są procedury. Bo zanim organ sanitarny oceni zagrożenie, nie można siać paniki. Bo wynik jednego badania to nie wyrok. Bo informację o potencjalnym zagrożeniu wydaje Sanepid nie burmistrz, nie zastępca burmistrza, nie sztab kryzysowy zwołany na Facebooku.
Procedury, które chroniły mieszkańców przez 80 godzin w poniedziałek, wtorek i środę, nagle w czwartek o 14:00 stały się dla Chodkiewicza "urzędniczą zwłoką". Cudowna przemiana.
CO NAPRAWDĘ WIEDZIANO W CZWARTEK O GODZ. 14:00?
Wiedziano, że jedna z pięciu próbek, pobrana na stacji benzynowej Orlen przy ul. Wojska Polskiego 52, wykazała obecność bakterii z grupy coli w stężeniu 13 jtk/100 ml.
Wiedziano też, że:
- to bakterie grupy coli, powszechnie obecne na skórze ludzkie, nie groźna E. coli
- przekroczenie normy było małe. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny Agata Augusewicz użyła słowa: „bardzo małe"
- problem dotyczył jednego punktu w mieście, nie wodociągów miejskich jako całości
Mimo to tytuł komunikatu z godz. 14:00 brzmi: „ZANIECZYSZCZENIE WODY W AUGUSTOWIE".
Nie: „Nieprawidłowość w jednej próbce na stacji benzynowej Orlen". Nie: „Czekamy na ocenę Sanepidu".
„ZANIECZYSZCZENIE WODY W AUGUSTOWIE."
Całego Augustowa. Wszystkich mieszkańców. Wszystkich kranów. Wszystkich dzieci.
Sklepy zostały opróżnione z wody butelkowanej w ciągu kilku godzin. Telefony urwały się od dzwoniących. Seniorzy w panice. Rodzice z dziećmi w kolejkach po wodę.
Chodkiewicz pyta retorycznie: „Czkalibyście 4 godziny?"
Pytam go wprost: czekaliście 80 godzin. Dlaczego tamte godziny się nie liczyły?
KTO POWINIEN BYŁ WYDAĆ KOMUNIKAT?
Tu pojawia się wisienka na torcie, o której urząd woli nie mówić.
Wody miejskiej nie badał Sanepid. Badały je Wodociągi Miejskie (WIKM) w ramach rutynowej, wewnętrznej kontroli jakości. To WIKM wykrył nieprawidłowość. To WIKM był zobowiązany powiadomić Sanepid. To Sanepid i tylko Sanepid miał kompetencje, by ocenić zagrożenie i wydać zalecenia dla mieszkańców.
Burmistrz w tej procedurze ma jedną rolę: obserwować i wspierać właściwe organy.
Nie zwoływać sztabu kryzysowego jakby płonęło pół miasta. Nie publikować alarmistycznych komunikatów z grafiką krzyczącą „ZANIECZYSZCZENIE WODY W AUGUSTOWIE". Nie informować mieszkańców, bo nie ma do tego ani kompetencji, ani pełnych danych.
Sanepid wydał swoją decyzję o 18:10. Dopiero wtedy znano pełny obraz sytuacji. Dopiero wtedy zgodnie z procedurą mieszkańcy powinni byli otrzymać oficjalną informację.
Chodkiewicz twierdzi, że Sanepid „tylko zaostrzył" zalecenia. To prawda, ale właśnie dlatego, że Sanepid, jako organ właściwy, miał pełniejszą wiedzę niż urząd o 14:00. Zaostrzył zalecenia, bo tak ocenił sytuację. Nie dlatego, że potwierdził paniczny komunikat burmistrza.
„WOLĘ PRZEPRASZAĆ ZA NADMIAR OSTROŻNOŚCI"
Filip Chodkiewicz napisał: „Wolałbym przepraszać za ewentualny nadmiar ostrożności niż płakać nad zdrowiem choćby jednego mieszkańca."
Piękne zdanie. Ale kogo dotyczy ta ostrożność?
Nie tych, którzy przez 80 godzin pili wodę z nieznanym wynikiem badania. Nie tych, którzy w poniedziałek, wtorek i środę gotowali, myli zęby, kąpali dzieci.
Dotyczy tych, którzy w czwartek o 14:00, gdy już wiadomo było, że bakteria jest niegroźna, przekroczenie małe, a problem zlokalizowany w jednym punkcie, dostali tytuł: „ZANIECZYSZCZENIE WODY W AUGUSTOWIE" i pobiegli opróżniać sklepy.
To nie jest ostrożność. To jest nieodpowiedzialność owinięta w pseudo patriotyczną retorykę troski o mieszkańców.
Prawdziwa troska to działanie zgodne z procedurami, które istnieją po to, by paniki nie siać. Procedurami, których sam urząd przestrzegał przez 80 godzin i słusznie, a potem złamał je dla poklasku i zasięgów na Facebooku.
NA KONIEC
Panie Chodkiewicz, napisał Pan, że "każda minuta ma znaczenie".
80 godzin to 4 800 minut.
Tyle minut nie miało dla Pana znaczenia zanim mieszkańcy dowiedzieli się czegokolwiek i nikt wtedy nie krzyczał o odpowiedzialności.
Ale te 4 godziny między komunikatem burmistrza a decyzją Sanepidu, te godziny, w których właściwy organ spokojnie i profesjonalnie oceniał sytuację, te godziny według Chodkiewicza to "urzędnicza zwłoka" i "lekceważenie bezpieczeństwa".
Proszę wybrać jedną narrację. Bo obie naraz nie przejdą.




































Napisz komentarz
Komentarze