Gratuluję koncertu. Publiczność długo oklaskiwała Was na stojąco.
-Dziękuję. Powiem szczerze, że to był jeden z lepszych koncertów. Atmosfera była wyjątkowa, a energia od publiczności niesamowita. Bardzo chętnie tu wrócę, jeśli tylko znów dostaniemy zaproszenie. Kiedy publiczność daje tyle energii, człowiek chce oddać jej jeszcze więcej. Czasem nawet później to odchoruję, ale na scenie trzeba dać z siebie wszystko.
Gra Pan już ponad pół wieku. To imponujący dorobek. Jak zaczęła się ta muzyczna droga?
-Gram od 1971 roku. Moim pierwszym zespołem był Vistula River Brass Band, formacja grająca tradycyjny jazz nowoorleański. Było nas dziewięciu, więc brzmienie miało prawdziwą siłę i moc. Później założyłem Blues Fellows, a następnie powstał Dixie Fellows. I tak właściwie całe moje życie związane jest z jazzem. Z pierwszego zespołu, w którym grałem, zostało już tylko trzech żyjących muzyków. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Ale zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Kiedy rozpadał się jeden skład, zaraz powstawał kolejny. W tym środowisku była i nadal jest ogromna życzliwość. Przejechaliśmy praktycznie całą Europę. Graliśmy w Skandynawii, Europie Zachodniej, właściwie trudno wskazać kraj, w którym nas nie było. Najlepiej wspominam Niemcy. Tam publiczność naprawdę czuje jazz. Może nie wszyscy sami go grają, ale słuchają z ogromnym zrozumieniem.
Podczas koncertu na Buduku ze sceny opowiedziano bardzo ciekawą historię dotyczącą Pana spotkania z Lucille Wilson, czwartą żoną Louisa Armstronga. Ponoć Pana podrywała i proponowała wyjazd do USA?
-Spotkaliśmy się przy okazji koncertu w warszawskiej Stodole i warsztatów jazzowych w Chodzieży, które wtedy prowadziłem. To była niezwykle ciepła, serdeczna i komunikatywna osoba. Mam jednak jedną i tą samą żonę od ponad 60 lat, więc nic z tego nie wyszło.
Za rok odbędzie się kolejna edycja festiwalu Jazz na Buduku. Warto tu przyjechać?
-Zdecydowanie warto. To miejsce, gdzie można usłyszeć właściwie cały przekrój jazzu. Tradycyjny jazz, może dziś jest trochę mniej zauważany, bo dominują nowoczesne odmiany tego gatunku, ale przecież od czegoś wszystko się zaczęło.

Napisz komentarz
Komentarze