Pod koniec czerwca, po odwołaniu dziewięciu członków rady nadzorczej, odpowiedzialność za nadzór nad spółdzielnią przejął zmieniony skład tego organu. Jego nowi członkowie wywodzą się ze środowiska spółdzielców niezwiązanych z burmistrzem. Od tego czasu przyglądają się decyzjom poprzedników i ich finansowym skutkom.
Zebrane materiały każą postawić pytania o gospodarność, odpowiedzialność i rozumienie służby mieszkańcom. Te słowa łatwo umieścić w deklaracji. Trudniej wykazać ich znaczenie, gdy trzeba przedstawić rachunki.
Największa pojedyncza pozycja w udostępnionej nam kopii pisma spółdzielni to 72 657,54 zł. Jest to łączny koszt wynagrodzeń i składek za pełnienie obowiązków w zarządzie przez dwóch oddelegowanych członków rady nadzorczej: Andrzeja Mariusza Chmielewskiego i Tomasza Stankiewicza. Andrzej Chmielewski w czasie pełnienia funkcji był etatowym pracownikiem ratusza, skąd także otrzymywał wynagrodzenie. Pismo podaje miesięczne wynagrodzenie ryczałtowe w wysokości 5 tysięcy złotych brutto.
Samo wynagrodzenie za rzeczywiście wykonywaną pracę nie jest zarzutem. Pod warunkiem, że praca nie polegała na obecności na posiedzeniu zarządu raz w tygodniu lub rzadziej. Kolejnym problemem wymagającym wyjaśnienia pozostaje organizacja całej operacji kadrowej. Skoro rada odwołuje członków zarządu, powinna mieć przekonujący plan zapewnienia sprawnego kierowania spółdzielnią. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego zastępstwa trwały tak długo, jak przebiegały konkursy i co utrudniało obsadzenie stanowisk.
Kolejne pytania dotyczą obsługi prawnej. Według pisma miesięczna stawka kancelarii wzrosła z 2 460 do 6 150 zł brutto. To podwyżka o 150 procent. Wskazany w dokumencie wzrost kosztów względem planu wyniósł 29 520 zł.
Jakie nowe obowiązki powierzono kancelarii? Czy był konkurs ofert? Kto zaakceptował warunki i na podstawie jakiej analizy?
Na tym jednak sprawa się nie kończy. Dokument wymienia dodatkowe roszczenia tej samej kancelarii: 17 712 zł za przygotowanie zmian statutu oraz 6 150 zł za obsługę walnego zgromadzenia. Łącznie to dodatkowo 23 862 zł.
Jaki zakres usług obejmował już miesięczny ryczałt po podwyżce i na jakiej podstawie zamówiono prace rozliczane osobno? Mieszkańcy powinni zobaczyć umowę, aneks i warunki dodatkowych zleceń.
Spółdzielnia poniosła także 7 930 zł kosztów obsługi prawnej sprawy dotyczącej konkurencyjności jednego z członków rady nadzorczej.
Szczególnie wymowny jest wątek informowania mieszkańców o osiągnięciach odwołanej rady. Według pisma wydrukowano w jej imieniu 3 900 listów. Przed walnym powstało też około 2 tysięcy kolorowych ulotek.
Mieszkańcy nie mają obowiązku finansować kreowania wizerunku członków rady. Mają za to prawo otrzymywać pełną informację o jej pracy.
Suma opisanych pozycji kosztowych i wzrostu wydatków wynosi około 115,6 tys. zł. Po dodaniu roszczeń kancelarii otrzymujemy około 139,4 tys. zł
W tym miejscu wraca polityczna odpowiedzialność otoczenia Mirosława Karolczuka. Związki części poprzedniej rady z magistratem oraz opisywane publicznie zaangażowanie Filipa Chodkiewicza uzasadniają pytania o rolę władz miasta. Burmistrz i jego zastępca powinni jasno wyjaśnić, na czym polegało ich zainteresowanie spółdzielnią, czy uczestniczyli w rozmowach o jej władzach i czy wykorzystywano przy tym zasoby urzędu.
Należy zadać pytanie, czy celem całej operacji były pieniądze i stanowiska i czy była ona sterowana z ratusza.
Nowy skład rady także musi podporządkować się temu standardowi.
Od ludzi związanych z Karolczukiem należy oczekiwać odpowiedzi na proste pytanie: co dzięki waszym decyzjom działało lepiej i ile to naprawdę kosztowało? Gospodarność, odpowiedzialność i służba mieszkańcom nabierają znaczenia właśnie wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć za własne decyzje.

























Napisz komentarz
Komentarze