Sedno sprawy jest bardzo proste.
Radni KO przeanalizowali system śmieciowy niezwykle starannie. Poprosili o pomoc ekonomistów i ludzi znających się na gospodarce śmieciami. Zrobili to niezwykle rzetelnie i dokładnie. W przeciwieństwie do burmistrza nic nie szacowali. Oparli się na twardych danych i prawdziwych liczbach.
Radni KO przeanalizowali system gospodarowania odpadami na podstawie rzeczywistych danych z BIOM, z Przedsiębiorstwa Transportowego NECKO oraz z miejskich wodociągów. Z tych danych wynika jasno, że system obsługujący mieszkańców kosztuje około 9,36 mln zł rocznie. Zwyczajnie dodali faktury.
Przy obecnej stawce burmistrza Karolczuka, to jest 15 zł za metr sześcienny wody, wpływy z opłat mogą sięgać nawet ponad 15 mln zł rocznie. To oznacza kilkumilionową nadwyżkę w systemie.
Dlatego zaproponowana została korekta stawki do około 12 zł za metr sześcienny, która nadal pozwala systemowi się bilansować.
Burmistrz próbuje jednak stworzyć wrażenie, że propozycja radnych opiera się na „nierealnych danych”. To odwracanie kota ogonem. W rzeczywistości największa manipulacja dotyczy sposobu liczenia kosztów systemu.
Z tekstu na stronach urzędu miejskiego i liczb podanych przez burmistrza na sesji wynika jasno, że burmistrz do kosztów śmieci mieszkańców doliczył odpady, które z mieszkańcami nie mają nic wspólnego:
- odpady wytwarzane przez firmy,
- koszty PSZOK, na który trafiają odpady z wielu gmin,
- odpady ze sprzątania miasta,
- odpady generowane przez ruch turystyczny.
Innymi słowy, mieszkańcy Augustowa płacą nie tylko za własne śmieci, ale również za odpady wytwarzane przez firmy, turystów oraz za część zadań miejskich.
To oznacza kilka milionów złotych rocznie przerzuconych na mieszkańców.
Równie absurdalny jest zarzut dotyczący liczby mieszkańców. Analiza radnych nie była żadną „fikcją”. Wynika wprost z danych systemowych. Roczne zużycie wody w gospodarstwach wynosi ponad 751 tys. m³, co przy statystycznym zużyciu około 3 m³ miesięcznie na osobę daje około 21 tysięcy użytkowników systemu.
Co ciekawe, bardzo podobna liczba wynikała już wcześniej z deklaracji śmieciowych w poprzednim systemie. To pokazuje, że realna liczba użytkowników systemu od lat oscyluje wokół 21 tysięcy osób.
Dlatego opowieść o „znikających mieszkańcach” jest tylko próbą przykrycia prawdziwego problemu.
A prawdziwy problem wygląda tak: przy obecnej konstrukcji systemu mieszkańcy płacą za znacznie więcej niż tylko własne odpady.
I właśnie dlatego każda próba policzenia tego systemu i pokazania rzeczywistych kosztów spotyka się z tak nerwową reakcją władz miasta.
Bo liczby mają tę wadę, że trudno z nimi polemizować.




































Napisz komentarz
Komentarze