Odzież robocza
Odzież robocza
Odzież robocza

Żołnierze wyklęci na Augustowszczyźnie - wywiad z historykiem i starostą Jarosławem Szlaszyńskim 

Żołnierze wyklęci na Augustowszczyźnie - wywiad z historykiem i starostą Jarosławem Szlaszyńskim
Rozmowa z historykiem i starostą augustowskim Jarosławem Szlaszyńskim o przypadającym 1 marca dniu pamięci o żołnierzach wyklętych i ich działalności na Augustowszczyźnie.

Żołnierze wyklęci na Augustowszczyźnie

Odzież robocza
Odzież robocza
Odzież robocza

Panie starosto, kontynuując nasze rozmowy o augustowskich drogach do niepodległości, nie sposób nie wspomnieć o roli żołnierzy wyklętych na naszym terenie. Temat żołnierzy wyklętych po okresie przymusowego przemilczenia stał się, zwłaszcza w ostatnich latach, przypominany jako wotum przywracające godność. Dlaczego mówimy o nich wyklęci?

-To miano przyjęło się powszechnie, ale nie jest najlepsze. Żołnierzy walczących po zakończeniu drugiej wojny światowej, po 1945 roku o suwerenność Polski, o uwolnienie spod zależności zewnętrznej od Związku Sowieckiego i wewnętrznej od komunistów, chciała wymazać ze zbiorowej pamięci ustanowiona po wojnie na podbudowie komunistycznej i mająca sowieckie poparcie tzw. władza ludowa. Żołnierze powojennego podziemia zostali wyklęci przez władze PRL, nie przez naród. Tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej zdecydowana większość społeczeństwa solidaryzowała się z podziemiem niepodległościowym, które bazując na powszechnie akceptowanych ideałach Armii Krajowej podjęło walkę o budowę sprawiedliwego, demokratycznego, zgodnego z interesami narodu polskiego, niezależnego państwa. Z czasem szansa na zwycięstwo malała. Wobec bezwzględnego aparatu represji sowieckiego i komunistycznego, siły podziemia były zbyt słabe, a nadzieje na pomoc Zachodu płonne. Okazało się, że zachodnie mocarstwa, które najpierw zdradziły Polskę w Teheranie i Jałcie, potem przyglądały się instalowaniu władzy komunistycznej, mimo głoszonych wzniosłych haseł i zapowiedzi, uznały podporządkowanie Polski Związkowi Sowieckiemu i nie zamierzały w żaden sposób temu się przeciwstawić. Po 1947 roku walkę prowadzili już tylko ludzie najbardziej zdeterminowani o najmocniejszych przekonaniach antysowieckich i antykomunistycznych. Zdawali oni sobie doskonale sprawę, że ich walka jest beznadziejna, że nie mają szans na zwycięstwo, ale trwali bo nie mieli innego wyjścia, bo do końca chcieli być wierni obranej drodze, swoim ideałom. Byli niezłomni w swojej postawie i zarazem tragiczni.

Bartosz Lipiński
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Jarosław Nietupski
Jarosław Nietupski 10.04.2018, 21:37
Pozwalam sobie dodać iż obiektywną analizę z punktu widzenia historycznego na temat Niezłomnych opracował historyk Mariusz Matuszewski. Wolną od dywagacji osób tematu nie znających czy ubeckich kłamstw... Może ona posłużyć osobom mniej dotkniętym rodzinnie lub z różnych względów nie pasjonujących się historią - nawet jeśli ten okres powinien być właściwie znany powszechnie. Także w tym celu aby nieświadomymi wypowiedziami spowodowanymi niewiedzą nie krzywdzić tych, którzy bezpośrednio czy pośrednio przez tą historię przeszli.
Jaroslaw NIETUPSKI
Jaroslaw NIETUPSKI 10.04.2018, 13:16
Dzien dobry.
Dobrze iz redakcja przypomina o przeszlosci - nie tak dalekiej, Augustowszczyzny i Niezlomnych. Tego typu dzialania moze popchna do przodu akcje IPN w sprawie oblawy augustowskiej. Albowiem, mozna odniesc wrazenie iz ostatnimi czasy dochodzenie w tej sprawie stanelo w martwym punkcie. Rodziny ofiar (a sa one bardzo liczne - na miare zaangazowania regionu w walke z sowiecka okupacja), nie sa nawet informowane na biezaco o postepach dochodzenia. Zyjace osoby pokrewne bezposrednio (rodzenstwo, dzieci...) z pomordowanymi, po pobraniu przez IPN od nich DNA, w celu ewentualnego ustalenia powinowadztwa z odnalezionymi (hipotetycznie) szczatkami, nie wiedza niemal nic na temat postepow (jesli takie sa) owego dochodzenia. A pozostajacy jeszcze przy zyciu pragneli by byc informowani o toku dzialan. Przykladem jest moja mama, ktorej ojciec a moj dziadek Henryk Dyczewski wtedy 26 letni (jak i brat jego zony i mojej babci - Tadeusz Stelmasik, 19 letni w 1945 roku - takze zamordowany w oblawie), byl ofiara tych wydarzen i ktora na wlasna reke udala sie do IPN aby poddac sie pobraniu DNA i nie wie nic na temat sledztwa. Czas plynie i zastanawiamy sie czy ze swym podeszlym wiekiem jeszcze nadejdzie jej czas aby moglaby sie pomodlic na grobie ojca, ktorego jej zabrano gdy miala 3 latka a jej brat niecale 2.... w lipcu 1945. Moja Swietej Pamieci babcia Zosia nie doczekala, jej syn Wladyslaw takze nie. Moze brat dziadka Florian, zyjacy, mialby to szczescie takze.
Mozliwe, ze akcja dziennikarzy i tym bardziej augustowskiego Dziennika Powiatowego, ktoremu mozna podziekowac za tego typu artykuly, pozwoli na wieksze zaangazowanie Panstwa na pelne ujawnienie szczegolow tej tragicznej histori.

Pozostałe